Ja o sobie

 

  Mieszkam w Nowogardzie ponad 50 lat. Tutaj spędziłem dzieciństwo. Poznawałem w szkole pierwsze litery, bawiłem się z rówieśnikami w centrum miasta, które wtedy straszyło jeszcze szkielety spalonych lub zburzonych domów. Gdy byłem małym chłopcem, moim ulubionym zajęciem była zabawa z obręczą koła rowerowego - dziecięca namiastka niedostępna wtedy roweru czy motocykla. Często z grupa rówieśników myszkowałem w nowogardzkich gruzach w poszukiwaniu "skarbów" znajdujących się w zwalonych hałdach gruzowisk. Dzieciństwo wspominam jako okres bardzo osobliwy, gdyż byłem świadkiem wielu ciekawych wydarzeń, poznawałem interesujących ludzi. W podstawówce należałem do szkolnego koła turystycznego, którego przewodnikiem był pan Stanisław Rzeszowski. To On z wielka pasja opowiadał o historii naszego miasta i okolic. Z nim poznawaliśmy najpierw Nowogard, a później zwiedzaliśmy wszystkie wioski w nowogardzkim powiecie. W gronie pedagogów, z którymi podejmowaliśmy piesze wędrówki a potem również rowerowe, był też pan Edmund Flis. Było nas wszędzie pełno, cieszyliśmy się z każdej eskapady w teren. W szkole organizowane były, pod kierownictwem pana Stanisława Rzeszowskiego, olimpiady lub turnieje turystyczne, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem uczniów. Nasze zachowanie było na miarę tych trudnych czasów i trzeba przyznać, że często byliśmy utrapieniem i ciężarem dla naszych wychowawców. Wielu z pedagogów nie ma już wśród nas, a jednak pozostali w naszej pamięci, gdyż swoim postępowaniem, swoja praca zapisali się w niej na trwałe! Dla wielu z nas stanowili wzór, chcieliśmy im dorównać, staraliśmy się ich naśladować. Byli dla nas uosobieniem wielu zalet.      Pani Maria Kaźmierowska emanowała wielką dobrocią i była wzorem ładu i porządku. Uczyła nas kaligrafii, opowiadała o okresie wojny; o okrutnych czasach, które zgotował wielu narodom zły los.Młodsze nauczycielki były dla nas wzorem elegancji, kultury, obiektem pierwszych, młodzieńczych uniesień. Nadal darzymy wielka sympatia i miłością naszych "starych'" belfrów. To Oni uczyli nas patriotyzmu i umiłowania tych ziem. Teraz spoczywają w tej ziemi prochy naszych najbliższych dziadków, ojców, matek.Jednak lata mijają i powoli o wielu mieszkańcach zapominamy. Zacierają się w naszej pamięci nazwiska i imiona znajomych i przyjaciół, umykają fakty. W pewnym okresie próbowano tworzyć kroniki i pamiętniki, choć nie zawsze z różnych względów dawały one pełne odbicie rzeczywistości. Później zaniechano takiej formy dokumentowania wydarzeń. Nie chcę oceniać tamtych czasów, gdyż z natury rzeczy byłaby to ocena subiektywna. Mogę jedynie oświadczyć, że lata dzieciństwa i młodości wspominam życzliwie. Tutaj się wychowałem, zdobywałem wiedze, kształtowałem swoja osobowość.   Tu poznałem wielu wspaniałych ludzi, kochałem i nienawidziłem; po prostu żyłem wśród bliskich mi ludzi. Wspominając żywe jeszcze w mojej pamięci niektóre wydarzenia czy postacie, doszedłem do wniosku, że ten pięćdziesięcioletni okres naszej historii nie powinien odejść w niepamięć, że tę przeszłość należy "zatrzymać” i pozostawić w spadku następnym pokoleniom. Dlatego zdecydowałem się na stworzenie faktografii tego okresu, opartej na zebranych dokumentach i fotografiach. Ocenę tego okresu pozostawiam historii i przyszłym pokoleniom, które z perspektywy dłuższego czasu będą mogły pokusić się o odpowiedni komentarz. Dla nas niektóre sprawy są zbyt bolesne, o wielu mamy ukształtowany fałszywy osąd, o innych wiemy zbyt mało. Przykładem może być rok 1945, a szczególnie okres tuż po wyzwoleniu Nowogardu, tak odmiennie oceniany przez Polaków i Niemców. Jednak bez udokumentowania wydarzeń tego okresu nie będzie możliwy, jeżeli już nie całkowicie prawdziwy, to choćby wyważony osąd. Wiele dokumentów i historycznych zapisków jest jeszcze rozproszonych.                 Najwyższy czas, by cały ten dorobek żebrać w jedna całość. Pozostaje pytanie: jak to zrobić, jakie przyjąć kryteria? Czy dokonywać selekcji przyjmując kryterium ważności, czy zrezygnować z niego? Kto to ma zrobić: instytucje państwowe, archiwa, naukowcy, kronikarze? Moim skromnym zdaniem o zachowanie dorobku naszej przeszłości powinni zabiegać wszyscy! Ciągle przerabiamy lekcje manipulacji historią. Pada wiele słów i ocen, których się trzeba wstydzić. Zabiegajmy, zatem o materiały źródłowe; o dokumenty, rysunki, fotografie, które niosą więcej prawdy niz. tysiące słów.       Młodzi, Nowogardczanie nie mogą pamiętać powojennych nowogardzkich zgliszcz. Są wręcz przekonani, że miasto dawniej było równie piękne, centrum zabudowane blokami mieszkalnymi i ze Polacy mieszkają tu "od zawsze”.

 

 A przecież, w 1945 r. napłynęła do Nowogardu ludność z wielu stron kraju (głównie z dawnych terenów wschodnich oraz centralnej Polski) i Europy. Wielka Trójka zadecydowała o politycznym podziale Europy, o ustanowieniu nowych granic. Miliony ludzi zmuszono do przesiedleń, do tworzenia sobie "nowych Ojczyzn".

Ziemię Nowogardzką opuścili mieszkańcy w 1945 r. narodowości niemieckiej; część Niemców ewakuowała się sama jeszcze przed nadejściem frontu, innym nakazano opuszczenie tych terenów już po zakończeniu wojny. Wysiedleniem za Odrę zajmowała się rosyjska administracja wojskowa. Archiwalia nie zachowały się, gdyż dokumentacja została oczywiście zabrana przez Rosjan. A wielka szkoda, był to wyjątkowo trudny, pełen znaków zapytania okres.

Na wiele pytań nie znamy do dzisiaj odwiedzi... Przez kilka lat po zakończeniu wojny nikt z Nowgardczan nie traktował miasta jako polskie. Częściej określano je terminem " ziemie i mienie poniemieckie” i traktowano jako należne zadośćuczynienie za terror i wojenne zniszczenia dokonane przez Niemców. Zniszczone w sześćdziesięciu procentach miasto w pierwszych dniach i tygodniach po wyzwoleniu było terenem szabrowania mienia, którego nie zdołali zabrać emigrujący Niemcy i nie zdążyły wywieźć wojska radzieckie. Nowi mieszkańcy Polacy, którzy zdecydowali się na stały pobyt w Nowogardzie, kosztem wielu wyrzeczeń i dzięki ciężkiej pracy odbudowali miasto. Odbudowali tak, jak umieli, że można było lepiej i więcej dokonać wiemy to dzisiaj. Choć z drugiej strony, czy rzeczywiście było można? Nie znamy dokładnie uwarunkowań, zczegółów podejmowanych decyzji. Czy popełniano błędy i jakie? Jaka jest prawda o latach czterdziestych, pięćdziesiątych lub choćby osiemdziesiątych? Może nadal jest zakłamana, podkolorowana, przesiąknięta propagandą... Faktów drobnych, zjawisk małego formatu nie spotkamy w dokumentach archiwalnych (nawiasem mówiąc: archiwalia są nadal rozproszone). Koniecznie należy sięgnąć do zbiorów prywatnych obecnych i byłych mieszkańców Nowogardu. Jestem przekonany, ze wspólnymi siłami uda się zebrać ",okruchy czasu minionego'", które pomogą w ustaleniu nieznanych szczegółów z dziejów miasta, a z rozproszonych dokumentów i zdjęć stworzyć zbiór - kolekcje ważna dla nas i przyszłych pokoleń.         Historią Ziemi Nowogardzkiej zajmowali się profesjonalnie niemieccy historycy. Również ze strony polskich historyków były podejmowane takie próby. Także Nowogardczanie, że wspomnę choćby Stanisława Rzeszowskiego i Franciszka Wójcika, poświęcali wiele czasu dokumentowaniu historii miasta i chwała im za to, bowiem ich starania nadal przydatne. Jest wielu miłośników Nowogardu, także poza granicami kraju. Niektórzy anonimowo wspierają działania na rzecz utrwalenia historii miasta, do którego czują ogromny sentyment.     Zainteresowani historią Ziemi Nowogardzkiej: pan Jerzy Baszkowski, pani Regina Korościuk, pan Zbigniew Urbański, pani Zofia Pilarz, pan Zbigniew Miler, pan Jan, Kopyciński, oraz wielu innych - poszukują dokumentów i pamiątek., Czynią starania dla utrwalenia tego, co zachowała ludzka pamięć, propagują zainteresowanie historią. Ogromną pracę archiwizowania dokumentów prowadzi, nowogardzka biblioteka oraz te instytucje, które posiadają, kroniki oraz dokumenty i fotografie z minionego okresu.  Dobrze byłoby, gdyby do tych działań włączyli się mieszkańcy Nowogardu i dlatego ponawiam apel o przejrzenie domowych szuflad i udostępnienie zachowanych dokumentów i zdjęć. Wspólnie uda nam się więcej dokonać i kto wie, czy nie będzie to unikatowe zjawisko w skali kraju.  

                           Franciszek Karolewski

               Strona główna                             Następna strona